W piątek wsiadam do taksówki. Wsiadając pytam czy panu taksówkarzowi odpowiadałoby gdybym za kurs zapłaciła kartą kredytową. Pytanie mam wsparte odpowiednimi naklejkami na bocznej szybie, moc jest ze mną. Pan wzrusza ramionami, coś bełkocze pod nosem. Jest zimno, jestem spóźniona, wsiadam i tak. Silę się na serdeczność. Że może po drodze zatrzymamy się przy bankomacie? Zero reakcji. No to może się zatrzymajmy. OK. A nie pojedzie pan prosto Emilii Plater? Tam jest korek, wylewnie tłumaczy taksówkarz, i skręca w Jerozolimskie. I na ten tychmiast staje w korku. Obrażam się, przestaję się odzywać. Na szczęście akurat dzwoni kolega, rozmawiam. Bliżej domu, czterysta pięćdziesiąt godzin później, instruuję gdzie ma stanąć, żebym jednak mogła skorzystać z bankomatu. Okazuje się, że bankomat zlikwidowali. Idę pana zorientować w sytuacji i że pójdę dalej, tam jest drugi. Yhy. W drugim moja karta jest mielona przez wieczność po czym zostaje wypluta z komunikatem na czarnym ekranie zieloną literą OUT OF ORDER. No żesz.... Wracam do pana, informuję. Przewrót oczami jak u Greya, kto przebrnął ten wie. Doznaję olśnienia, że za rogiem być może jest trzeci bankomat. Istne zagłębie bankomatów, w tym większość bezużyteczna. Do tego taksówkarz prostak i cham. Idę. Jest bankomat! Działa bankomat!! Biorę kasę, wracam, nie wiedzieć czemu, uszczęśliwiona. Tymczasem kwota na taksometrze skoczyła o 5 zł. Pan mi na pewno odliczy, myślę. Jedziemy pod dom, płacę całą kwotę, bąkam DO WIDZENIA, bez odzewu, i wysiadam. Mistrzostwo?
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Asertywność
W piątek wsiadam do taksówki. Wsiadając pytam czy panu taksówkarzowi odpowiadałoby gdybym za kurs zapłaciła kartą kredytową. Pytanie mam wsparte odpowiednimi naklejkami na bocznej szybie, moc jest ze mną. Pan wzrusza ramionami, coś bełkocze pod nosem. Jest zimno, jestem spóźniona, wsiadam i tak. Silę się na serdeczność. Że może po drodze zatrzymamy się przy bankomacie? Zero reakcji. No to może się zatrzymajmy. OK. A nie pojedzie pan prosto Emilii Plater? Tam jest korek, wylewnie tłumaczy taksówkarz, i skręca w Jerozolimskie. I na ten tychmiast staje w korku. Obrażam się, przestaję się odzywać. Na szczęście akurat dzwoni kolega, rozmawiam. Bliżej domu, czterysta pięćdziesiąt godzin później, instruuję gdzie ma stanąć, żebym jednak mogła skorzystać z bankomatu. Okazuje się, że bankomat zlikwidowali. Idę pana zorientować w sytuacji i że pójdę dalej, tam jest drugi. Yhy. W drugim moja karta jest mielona przez wieczność po czym zostaje wypluta z komunikatem na czarnym ekranie zieloną literą OUT OF ORDER. No żesz.... Wracam do pana, informuję. Przewrót oczami jak u Greya, kto przebrnął ten wie. Doznaję olśnienia, że za rogiem być może jest trzeci bankomat. Istne zagłębie bankomatów, w tym większość bezużyteczna. Do tego taksówkarz prostak i cham. Idę. Jest bankomat! Działa bankomat!! Biorę kasę, wracam, nie wiedzieć czemu, uszczęśliwiona. Tymczasem kwota na taksometrze skoczyła o 5 zł. Pan mi na pewno odliczy, myślę. Jedziemy pod dom, płacę całą kwotę, bąkam DO WIDZENIA, bez odzewu, i wysiadam. Mistrzostwo?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz